AKTUALNOŚCI z Gminy Dzierżoniów

2009-07-29

Latawcowa Sowiostrada 2009 – się już „była”…

aktualności Gmina Dzierżoniów

Termin festynu Latawcowej Sowiostrady ustalony został wiele miesięcy temu na 18 lipca 2009. Podobnie jak w latach ubiegłych wieńczył spotkania dzieci, które odbywały się w Domku Myśliwskim w Jodłowniku. W tym roku trwały one tydzień od 13 do 18 lipca.

W spotkaniach uczestniczyły dzieci z Jodłownika. Miały profesjonalną opiekę osób prowadzących Bogusi, Krzysia a także kilkoro rodziców. Zabawy na dworze oraz w świetlicy Domku Myśliwskiego wypełniały czas dzieciom dając chwilę wytchnienia ich rodzicom.

Festyn zaplanowany na sobotę na lądowisku paralotniarzy zapowiadał się ciekawie. Przygotowane przez organizatorów atrakcje miały uświetnić spotkanie sama impreza przygotowana została z rozmachem. Jeszcze w piątek aura dawała się we znaki dość wysoką temperaturą i bezchmurnym niebem. Pogoda jednak spłatała przykrego figla i zapowiedzi załamania się pogody sprawdziły się co do joty. Poranne podmuchy wiatru poprzewracały przygotowane dzień wcześniej namioty i dekoracje. Wydawało się że leżymy... Tylko olbrzymia determinacja spowodowała, że udało się je postawić z powrotem przed rozpoczęciem imprezy zaplanowanej na godzinę 14:00. Kocioł kuchni wojskowej z grochówką i bigosem stał pod pełną parą a obsługujące panie zachęcały do skosztowania wypieków przygotowanych przez gospodynie z Jodłownika. Tutaj nie można było nas niczym zaskoczyć.

Paralotniarze niestety bezskutecznie próbowali swych sił na zboczu lecz wiatr niweczył ich wysiłki... nie udało się wystartować... Niestety deszcz, który pojawił się ok. godziny 16:00 przerwał imprezę. Wyglądało, że w tym roku Latawcowa Sowiostrada zakończy się totalną porażką. I tak by się pewnie skończyło, gdyby organizatorzy nie postanowili twardo zmierzyć się z przeciwnościami losu i kaprysami natury.

W niedzielę dnia następnego na terenie Domku Myśliwskiego zorganizowali oni drugi festyn rodzinny. Przygotowane ciasta, grochówka, bigos nie mogły się przecież zmarnować. Organizacja całkowicie spontaniczna – mobilizacja kilku osób i o godzinie 12:30 wystartowaliśmy jeszcze raz... i opłaciło się! Pogoda choć kapryśna, mimo kilku przelotnych opadów pozwoliła na przeprowadzenie festynu. Po godzinie 16:00 świeciło już Słońce i obyło się bez deszczu. Ze względu na ograniczony teren, festyn nie mógł mieć takiego rozmachu jak na lądowisku. Pojawił się za to dmuchany zamek – który stał się dużą atrakcją dla dzieci, których przybyło dość sporo. Postawienie go na "nogi" to kwestia chwili...

Mimo wszystko niedzielna impreza udała się znakomicie. Zaproszony wójt spędził z nami kilka chwil. Odwiedził też nas ks. Michał – który zabiegał w Niebiosach o poprawę pogody i zrobił to dość skutecznie... Mimo umiarkowanej frekwencji "operator" grilla narzekał pod koniec imprezy na braki karkówki – nie pomogły zapasy gorączkowo wyciągane z domowych lodówek – poszło wszystko...

Na koniec smakował już nawet smażony na ogniu chleb ale nikt nie wyszedł głodny. Potem były przysłowiowe "balety" i pojawiło się kilku wytrwałych tancerzy. Były też próby zmierzenia się w ping pongu... Odwiedziła nas ekipa gości z Ostroszowic i z tego co było widać bawili się świetnie.. Ostatnich gości pożegnaliśmy ok. 22:00. Zastanawiamy się jak wyglądała perspektywa naszego festynu z okien "Manhatanu" bo wielu mieszkańców obserwowało z okien i balkonów - co się dzieje, nie dając sobie szansy przyjrzenia się z bliska...

Drodzy mieszkańcy Jodłownika – Ruszcie się z domów !!! Następnym razem zapraszamy śmiało do nas. Nam będzie łatwiej, a i wam sprawimy dobrą zabawę – nie ma się czego wstydzić.

A my? My - podnieśliśmy się jak Feniks z popiołów – totalną klapę odwróciliśmy w satysfakcjonujący nas efekt. Warto było się dźwignąć...

Wielkie podziękowania dla Izy. Marcina – radnego i jego żony, drugiego Marcina, Piotrka, Pawła i Edyty dzielnie walczących z grillem, Sebastiana z żoną, Agi , Bogusi, Ewy, Boguśki i Krzysia – opiekunów półkolonii – którzy przyjechali do nas z daleka. My wszyscy jesteśmy już na TY co do niedawna nie było do pomyślenia... Dzięki dla kilku chłopców Alka, Arka i jego kolegów a także kilku jeszcze życzliwym nam osób których może nieświadomie pomijam, a wspierali nas dzielnie. No i oczywiście podziękowania dla Sołtysa Ryszarda, który mimo kontuzji nogi twardo nas wspierał szczególnie w przygotowaniu lądowiska. Sam pozostanę w cieniu – na co mi splendor ? – wystarczy satysfakcja i to duża. Rozważmy, czy przyszłorocznego festynu nie zorganizować ponownie na terenie Domku Myśliwskiego,a termin przesunąć na sierpień. Czas pokaże co zrobimy – a zrobimy na pewno.

Zapraszamy już dziś.. za rok... a może jeszcze w tym coś "skręcimy" zobaczymy...

Organizatorzy

powrót do poprzedniej strony